niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 2


  Po udanym wieczorze Hermiona następnego dnia szła do Departamentu uśmiechnięta, niedaleko zobaczyła Dracona. Podszedł do niej i zaczął rozmawiać   : - Cześć . ! Co tam słychać ? – uśmiechnął się . – A Hej Draco, a nawet dobrze. A u Ciebie ? -  A też .
W Departamencie : - Dziękuję, za wczoraj. Dobrze się bawiłam, zapomniałam wtedy o Ronie. – powiedziała Granger . – Malfoy uśmiechnął się i powiedział . : Cała przyjemność po mojej stronie . – otworzył drzwi od biura i przepuścił Hermionę . Weszli usiedli i wzięli się do pracy. Pod czas uzupełniania akt Draco spoglądał na Hermionę .Po jakimś czasie przyleciał zapieczętowany samolocik. Ron złapał go i zaczął czytać :
                       
            Drodzy Aurororzy !
           Wiecie dobrze
że, co pół roku dwójka ministrów musi się   udać do Azkabanu na         kontrolę.Więc dwie osoby udadzą się do Azkabanu .    Miłej pracy.                                                                    
                                                  Minister Aurorów .
Ron odłożył list i wyrwał się.
– Ja będę się aportował do Azkabanu. – Uśmiechnięty odsunął się od stołu i sięgał po płaszcz ,gdy nagle  Hermiona krzyknęła :
– Nie, ty nigdzie nie idziesz!
- Niby, dlaczego ?
– Bo ja idę z …… z Draco .
–  Z nim ? -  Zaśmiał się  Ron.
– Tak aportuje się z nim tam, a Ci nic do tego . – Odrzekała i wzięła swój płaszcz i powiedziała do Draco.
 – Chodź, nie zwracaj na niego uwagi. – Też wziął płaszcz i wyszedł za Granger . Potter siedział i się śmiał pod nosem z tej sytuacji. Ron usiadł i zajął się pracą. W tym samym czasie Malfoy i Granger byli już a w Azkabanie. Weszli do niego i idąc koło siebie po środku mijali cele.
Idąc z Malfoy rozglądał się zobaczył swojego ojca Lucjusza Malfoya, siedział na krześle z głową w dół było widać że żałuje tego co kiedyś robił.– Malfoy co ty robisz z tą szlamą ? - Hahahhah . Szlama tutaj. – Padły takie zdania do nich . Gdy nagle Draco stanął  i powiedział:
 - Przybywamy z Ministerstwa, nie potrzebne są te komentarze.  -Zapadła cisza. Po chwili ktoś zaczął się śmiać jakaś kobieta. Malfoy podszedł do niej. Jej cela była na samym końcu więzienia była to Susan Rowle żona  Thorfinn Rowle Miała rude kręcone włosy, była w średnim wzroście. Ma trzydzieści siedem lat. Gdy Malfoy ją ujrzał odwrócił się i szedł w stronę Hermiony która szła do niego.:- Malfoy, Draco Malfoy… -   Powiedziała.
- Hmnnn .. Podobny do ojca ..Pamiętaj co musisz zrobić. – Mówiła to nakładając duży nacisk na „musisz”. Odwrócił się .
 – Nie, nic nie muszę, i nie zrobię tego . – Pod denerwowany Malfoy powiedział.
 - Czarny pan wybrał Cię do tego zadania. Pamiętaj kto raz stał się śmierciożercą nigdy nie przestaje nim być! – Mówiła to ze sztucznym uśmiechem na twarzy.– Nie! Nie jestem już śmierciożercą . ! A czarny pan już nie żyje . – Mówił już wkurzony Draco . Wziął Granger za rękę chcieli już się aportować gdy nagle usłyszeli.
– Masz rację idź sobie z tą szlamą! – Uśmiechnęła się bardziej. Malfoy puścił rękę Hermiony wyjął różdżkę i przyłożył ją do szyi Susan i powiedział : - Nie masz prawa ją tak nazywać!– Rudej kobiecie znikł uśmiech i przestraszyła się. Hermiona podeszła do Draco i wzięła go za rękę aportowała ich do Departamentu.


Gdy Hermiona i Draco  po aportowaniu się wychodzili z kominka już w Departamencie wkurzony Malfoy – Ja muszę tam wrócić pokazać tej Susan że nie wolno nikogo nazywać „szlamą „. – Hermiona zatrzymała  go i powiedziała : - Daj już spokój. Nie denerwuj się. Nic się takiego nie stało, przywykłam do tych komentarzy chodź czasem przykro mi jest. – odparła Granger . Stojąc przed Draco i trzymając go za ręce  oraz patrząc mu prosto w oczy. – Ale Hermiono.. Nikt nie ma prawa nikogo tak nazywać, szczególnie ciebie . – uspokoił się troszkę . – Chodź już do naszego biura. – Odparła i odwróciła go razem udali się do biura. W środku spotkali Rona i Harrego ,którzy szykowali się do wyjścia. –Gdzie idziecie ? – spytała Granger .- Idziemy do księgarni, było tam włamanie. Ciekawe kto to zrobił . – Do zobaczenia wieczorem. – Ah.. Bym zapomniała . Do zobaczenia . – Uśmiechnęła się do Pottera a on odwzajemnił to . Ron z Harrym wyszli z biura po czym udali się do księgarni. Hermiona usiadła i zaczęła uzupełniać akta z dzisiejszej  kontroli w Azkabanie. –Chcesz coś do picia ? –spytał się Draco. – Tak , bardzo chętnie. Herbatkę jak można .– Uśmiechnęła się do niego . Po chwili przyniósł jej do stołu – Proszę . – Powiedział – Dziękuję .

                                              ***

W tym samym czasie Harry i Ron byli w księgarni, gdy stanęli przed budynkiem widzieli powybijane okna i wyłamane drzwi. Weszli. W środku większość książek była przewrócona kilka półek też. Ale kasa z galeonami była nie ruszona, nic nie zginęło.  Zdziwiony Potter tym że nic nie znikło powiedział : - Aperacjum – I nagle na lewej ścianie pojawił się napis :

            
 
„I tak dopadniemy tą szlamę „.  
- Co to ? – Powiedział przestraszony Ron . – To napis,  prawdopodobnie ktoś jest w niebezpieczeństwie . – Odpowiedział Potter, robiący kilka zdjęć . Po czym powiedział – Evanesco- Po czym napis znikł a dwójka przyjaciół udała się do Departamentu . Gdy weszli do biura nikogo już nie zastali było już  za piętnaście  osiemnaście  a oni kończą pracę o siedemnastej . Harry zostawił aparat i zdjęcia. Po chwili był już w domu z Ginny . Po pół godzinie usłyszeli dzwonek do drzwi Ginny poszła otworzyć . Przed drzwiami  ujrzała Hermionę, zaprosiła ją do środka. Weszła, zdjęła płaszcz i poszła do salonu gdzie było smacznie wyglądające jedzenie, na stole i trzy nakrycia. Wszyscy zasiedli do kolacji i zaczęli jeść w trakcie Ginny  zapytała się Hermiony : - Będziesz mogła za kilka dni iść ze mną na zakupy. Muszę kupić suknię na ślub . – Wszyscy uśmiechnęli się . – Tak, oczywiście że pójdę . –Odparła Granger .  Rozmawiali do późna aż Hermiona powiedział – Czas już  na mnie zasiedziałam się . Do zobaczenia . – Pożegnała się i aportowała do domu . Umyła się i poszła spać . 











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz